Forum Szkolenie psów metodami pozytywnymi Strona Główna Szkolenie psów metodami pozytywnymi
Forum o pozytywnym szkoleniu psów
 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy   GalerieGalerie   RejestracjaRejestracja 
 ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 

Niemożliwe stało się możliwe czyli sukcesy poadopcyjne....

 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Szkolenie psów metodami pozytywnymi Strona Główna -> Problemy wychowawcze
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
malwes




Dołączył: 27 Lut 2013
Posty: 28
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: Sob 22:09, 16 Mar 2013    Temat postu: Niemożliwe stało się możliwe czyli sukcesy poadopcyjne....

Nie znalazłam podobnego wątku a pomyślałam sobie, że może bardzo się przydać. Na pewno przydałby się mi - jako wsparcie duchowe i mentalne.

Chciałabym posłuchać wszystkich Waszych doświadczeń z adoptowanymi psami, gdzie wydawało się, że coś będzie niemożliwe do zmiany (pies dramatycznie boi się ludzi, albo załatwia się w domu, albo nie chce chodzić na spacery czy też nie można złapać z nim więzi, nie interesują go zabawki)...czyli wszystko, to, nauczenie czego dorosłego już psa w Waszym mniemaniu graniczyło z cudem a jednak się udało (wiem, ze dla dobrego szkoleniowca to mało co graniczy z cudem) ale ja właśnie potrzebuję tutaj wszelakich ludzkich wątpliwości, obaw czy nawet chwilowej utraty nadziei...

....takie same szczęśliwe zakończenia...taki WesołoŁapkowy Hollywood proszę....
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Ala od Jazza
Forumowicz Ekstraklasa



Dołączył: 25 Wrz 2007
Posty: 8027
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Wrocław
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Nie 9:05, 17 Mar 2013    Temat postu:

Cytat:
wiem, ze dla dobrego szkoleniowca to mało co graniczy z cudem

Oj, uwierz, że to nie zawsze tak wygląda Wink

Zazwyczaj ułożenie sobie relacji z psiakiem adoptowanym to droga przez mękę Wink Ale jak już przez nią przejdziecie (a przejdziecie na pewno!), to już będzie z górki Smile
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
malwes




Dołączył: 27 Lut 2013
Posty: 28
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: Nie 19:50, 17 Mar 2013    Temat postu:

Alu, bardzo by mi się przydały te historie o drodze przez mękę ale jednak z happy endem.
Zwłaszcza, że dzisiaj mam smutny dzień...bo okazało się, że przez miesiąc przygotowań do adopcji Fundacja nie przekazała nam całej prawdy o psie...a uważam, że adoptujący ma prawo wiedzieć wszystko, żeby podjąć świadomą decyzję....Co innego jak pewne rzeczy nie są znane i wychodzą "w praniu" a co innego jak pewne sprawy były przedstawiane w innym świetle...
Ale to inna historia, napomknęłam w moim wątku o adopcji....ale dziś smutny dzień.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Malgo_Kora
forumowicz



Dołączył: 14 Mar 2013
Posty: 278
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Spod Warszawy
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Nie 20:32, 17 Mar 2013    Temat postu:

Gminy powinny płacić za pracę behawiorystów w schroniskach. Psy chętniej byłyby adoptowane, gdyby jednak były wyuczone podstawowego posłuszeństwa i miały trochę mniej lękową postawę. Także szkolenia powinny być w b. promocyjnej cenie, bo trudniej się z takim psem samodzielnie pracuje. Trudne historie, jakie przechodzi wiele osób, zniechęcają do adopcji. Te psy naprawdę potrzebują domów. Sama adoptowałam. Pomimo pewnych, sygnalizowanych tu, problemów kocham sunię, więc te problemy nie wydają mi się poważne. Na pewno przyszły właściciel powinien wiedzieć o problemach zdrowotnych psa, o nietolerowaniu innych zwierząt czy dzieci, o dużej agresji i skłonności do uciekania. Resztę można przeżyć i wierzę, że przepracowac, a czego się nie da - polubić jeśli nie zagraża niczyjemu zdrowiu czy życiu.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
malwes




Dołączył: 27 Lut 2013
Posty: 28
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: Nie 21:47, 17 Mar 2013    Temat postu:

Malgo,
Dokładnie o to chodzi. Mając pełną informację odpowiedzialny adoptujący może świadomie podjąć decyzję. Wie też, jaka praca go czeka.
W naszym przypadku okazało się, że pies jest bardziej chory niż wiedzieliśmy (co akurat nie jest tu problemem, po prostu trzeba pracować z nim inaczej i wiedzieć, że przy uszkodzonych zmysłach pewnych rzeczy się nie wypracuje).
Problem jest z czystością - bo myśleliśmy, że mamy wykonać pracę nad stresem po czym wszystko wróci do normy. A tu się okazało, że mamy pracować z długo utrwalonymi nawykami załatwiania się w domu, albo co gorsze z pourazową fizjologią. I niestety jeśli tak będzie, to nie mogę, zwłaszcza przy dzieciach mieć psa, który co parę godzin załatwi się w domu (zwłaszcza, że pracujemy oboje i dzieci w szkole).
Z nawykami utrwalonymi też nie powalczę przez tygodnie - tylko to są miesiące...a nie mam możliwości zwolnić się z pracy.
Nie powinno tak być...adoptujący powinien wiedzieć wszystko - takimi sytuacjami krzywdzi się przede wszystkim zwierzęta.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Malgo_Kora
forumowicz



Dołączył: 14 Mar 2013
Posty: 278
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Spod Warszawy
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Nie 22:50, 17 Mar 2013    Temat postu:

Współczuję i Wam i temu biednemu psu, który łatwego życia mieć nie będzie. Fundacja powinna Was wesprzeć pod każdym względem. Powinni behawiorystę przysłać, wspomóc przy leczeniu na początek, jeśli to taki trudny przypadek.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
malwes




Dołączył: 27 Lut 2013
Posty: 28
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: Nie 23:24, 17 Mar 2013    Temat postu:

Fundacja jest mała i nie stać ich często na leki dla psów, co dopiero behawiorystę. Z behawiorystą skontaktowałam się już we własnym zakresie, za własne pieniądze. Natomiast, jeśli potwierdzi się fakt, że przedstawiony nam stan faktyczny zdrowia i charakteru psa jest bardzo różny, od tego co nam powiedziano, i walka z tym przekroczy nasze możliwości, to ta adopcja nie zostanie sfinalizowana. I wszystkie strony się z tym liczą i to akceptują, choć to byłaby trudna i przykra decyzja dla wszystkich.
Niestety nic dobrego nie wynika z sytuacji, w której nie mówi się jasno i otwarcie o wszystkich problemach zdrowotnych i behawioralnych psa.

Myślę też, że nawet gdyby instytucje miały środki na dofinansowanie szkoleń, czy prac behawiorysty, to i tak ma to sens wtedy, kiedy wszyscy wiedzą nad czym mają pracować, jaka to perspektywa czasowa i jakie warunki czasowo-rodzinno-finansowe trzeba spełnić.

Na przykład: zaoferowanie behawiorysty do agresywnego, wycofanego, zalęknionego psa, którym interesuje się rodzina z dzieckiem czy też do uciekającego, niezsocjalizowanego i na dodatek dużego rozmiarowo psa, którego chce wziąć szczuplutka obrotna 65-latka nigdy nie będzie dobrym pomysłem. Oczekiwanie, że oni podejmą to ryzyko i będą w stanie pracować ze zwierzęciem nawet pod okiem behawiorysty, jest bezsensowne. Nie można wziąć zwierzęcia wiedząc od początku, że w danej konfiguracji praca z nim przekracza możliwości chcącego. Nic z tego dobrego ani dla człowieka ani dla zwierzęcia nie wychodzi. Po co psu kolejne miejsce w którym odczuje niechęć czy frustrację właściciela?

Inny przykład, bo nie wiem, czy umiem opisać co myślę. Dwa przykłady problemów, które wydają się być nie tak straszne i możliwe do przejścia: niechęć i agresja do innych zwierząt czy ogromna niechęć do jazdy samochodem czy wszelakiej innej formy podróżowania. Da się z tym pracować o ile pierwszy pies nie trafi się rolnikowi a drugi samotnej stewardessie czy pilotowi wycieczek. Trudno oczekiwać od rolnika, że poświęci kilka miesięcy na "odczulanie psa" kosztem czasu na dojenie krów, zmiany wyściółki w oborze, karmienie kur itp. Trudno oczekiwać od stewardessy, że przez pół roku nie będzie latać żeby pracować nad lękami psa. Zamieniając psy potencjalnym właścicielom - problem wydaje się maleć w oczach.
Dlatego też ja też się czuję sfrustrowana bo wiedziałam o problemie A. Okazało się, że oprócz A, jest jeszcze, o czym nie wiedziałam, problem B, C i D. O ile z B, C sobie poradzę i mogę je zaakceptować, o tyle D nie mogę i nie chcę.


Ostatnio zmieniony przez malwes dnia Pon 0:11, 18 Mar 2013, w całości zmieniany 3 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
SleepingSun
Giga Forumowicz



Dołączył: 20 Kwi 2010
Posty: 1505
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Kraków
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Pon 0:21, 18 Mar 2013    Temat postu:

to my się zgłaszamy!

Kori - zabrana ze ''schroniska'' zagłodzona prawie na śmieć z nosówką, parwowirozą i nużeńcem na raz. nikt jej nie dawał szans na przeżycie - ale odkarmiliśmy, odchuchaliśmy i wyzdrowiała. niestety cieleśnie, bo psychicznie było kiepsko - Kori bała się wszystkiego, nie dało się z nią wychodzić na spacer, każda burza powodowała nerwowe drgawki. całym moim ''sukcesem szkoleniowym'' było przerobienie drogi na najbliższą łąkę (ze 100metrów) tak, żeby mniej więcej dało się tam dojść bez noszenia na rękach. i niestety na tym sukcesie skoczyłam. Kori dalej się wszystkiego bała, ale za to potrafiła się całymi dniami bawić z innymi psami. schody zaczęły się w momencie, kiedy zobaczyła że rzucanie się na ludzi to rewelacyjny sposób na to, żeby sobie poszli. i tak po drugiej lub trzeciej cieczce rzucała się na wszystko: ludzi, psy, rowery, wózki. nie było mowy o puszczeniu jej ze smyczy, nie było mowy o normalnych spacerach. w między czasie nasłuchałyśmy się o tym, że pies musi wiedzieć gdzie jego miejsce! więc Kori pokazano jej miejsce co pogorszyło znacznie sytuację. wszystko zmieniło się gdy się przeprowadziliśmy. nowe miejsce, nowi ludzi i przede wszystkim internet. trafiłam na to forum, przeczytałam masę tematów, nieoceniona też była pomoc Ali która wszystko bardzo cierpliwie tłumaczyła - krok po kroku. i tak zaczęłyśmy pracować nad lękami. pierwszym szokiem było dla nas to, że jak pies się boi to nie należy go pocieszać, zawracać, głaskać, pozwalać uciekać czy karmić - i tak zaczęłyśmy robić to, co powinnyśmy robić 4 lata wcześniej, czyli pracować nad genezą problemu. do tego trening odczulający, perfekcyjne przywołanie (jeszcze parę lat temu bałam się ją spuszczać ze smyczy, ale świadomość że nie ma takiej sytuacji w której by do mnie nie wróciła dodawała otuchy). nie było łatwo - ileż to ja się napłakałam, nadenerwowałam, narzucałam smyczą Wink ale dało się! naprostowanie zachowania Kori zajęło mi około pół roku codziennej rzetelnej pracy. dla nas każdy spacer to była praca, nie odpuszczałyśmy sobie. najdłużej borykałyśmy się z lękiem spowodowanym wybuchami, bo jeszcze zeszłego roku były z tym problemy, ale w porównaniu z jej tamtejszym ''charakterem'' to taka rzecz wręcz kosmetyczna. w tym momencie mam psa idealnego, minęły lata odkąd ostatni raz się na kogoś/coś rzuciła. jest jednym z najposłuszniejszych psów w okolicy - a to wszystko dzięki zrozumieniu, zaufaniu i współpracy. więź która się między nami narodziła jest niesamowita - każdemu życzę, żeby czegoś takiego doświadczył.

wniosek z tego taki, że nad problemami trzeba pracować, jak są jeszcze w zarodku. inaczej narastają i się pogarszają. nie warto się też zniechęcać jeśli się coś nie uda, warto za to poddawać konstruktywnej krytyce to co ludzie mówią i piszą. warto czytać książki, warto czytać dobre fora o szkoleniu psów. nasza historia pokazuje, że się da - bez pomocy szkoleniowca (nas niestety finansowo nie było na to stać), ale za to z masą dobrych chęci i cierpliwości.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
malwes




Dołączył: 27 Lut 2013
Posty: 28
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: Pon 11:59, 18 Mar 2013    Temat postu:

Bardzo dziękuję za ten post. Super!!! Rzeczywiście mieliście bardzo ciężką sytuację.
Bardzo przykre jest właśnie to, że czasami człowiek w dobrej wierze sięgnie po książkę, szkoleniowca czy informacje w mediach i jak ma tego pecha, że trafi na złe wzorce to tylko pogarsza problem myśląc, że daje zwierzęciu to, co najlepsze.
Ja miałam bardzo dużo szczęścia trafiając na to forum prawie jednocześnie z wszelakimi informacjami dot C.Milana Smile. Sięgnełam po literaturę ("Oczami psa", "Zrozumieć psa", "Drugi koniec smyczy"....itp stąd bardzo szybko miałam szansę skonfronotwać teorię dominacji z pozytywnym szkoleniem i nie popełnić tych wszystkich błędów.

Takie wątki bardzo pomagają - łatwiej jest czuć, że nie jest się samotnym w chęci pomocy zwierzęciu i tym samym samotnym we wszystkich ludzkich wątpliwościach, obawach, problemach czasowo-logistycznych, niepokoju o dzieci, chwilach załamania.

My pracujemy - są malutkie sukcesy bo wczoraj wieczorem siku i kupa były w ogrodzie, dziś rano siku i kupa w ogrodzie...teraz doszedł lęk separacyjny ale jakoś spróbujemy to pogodzić. Na pewni zrobię wszystko, co będę mogła. Jeszcze raz wielkie dzięki za wsparcie i ...
...liczę na więcej takich historii!
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Malgo_Kora
forumowicz



Dołączył: 14 Mar 2013
Posty: 278
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Spod Warszawy
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Pon 15:29, 18 Mar 2013    Temat postu:

No to gratuluję jednak ogromnego sukcesu! Pozbycie się odchodow z domu, to przy dzieciach rzecz b. ważna. Tu chyba sporo wątków nt. lęku separacyjnego, moja nie ma - no chyba, że włamy do lodówki uznać za objaw takiego lęku. Wiem, że niektórzy kong polecają jako długotrwałe zajęcie dla pozostawionego samotnie psa.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
malwes




Dołączył: 27 Lut 2013
Posty: 28
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: Wto 10:51, 19 Mar 2013    Temat postu:

Malgo, do sukcesu długa droga bo kupy nadal są w domu.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Malgo_Kora
forumowicz



Dołączył: 14 Mar 2013
Posty: 278
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Spod Warszawy
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Wto 12:33, 19 Mar 2013    Temat postu:

Ale juz pierwsze malutkie sukcesy są. Życzę wiele cierpliwości. I mam nadzieję, ze powoli wszystko się wyprostuje. Widać, że pies trafił do dobrych ludzi. Niejeden by z miejsca wykopał go za drzwi Sad
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Szkolenie psów metodami pozytywnymi Strona Główna -> Problemy wychowawcze Wszystkie czasy w strefie EET (Europa)
Strona 1 z 1

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach

fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group
Regulamin